Zdrowie

Zdrowa „chemia”

„Chemią”, czyli wszelkiego rodzaju proszkami do prania, kosmetykami, detergentami itd… zainteresowałam się około pół roku temu. Zainteresowałam się w kontekście jej oddziaływania na mnie osobiście. Kiedyś kompletnie bezrefleksyjnie podchodziłam do kwestii tego, czym sprzątam mieszkanie i przy okazji – podtruwam siebie.

Jakiś czas temu przeczytałam, iż człowiek nie powinien „nakładać na siebie nic, czego nie byłby w stanie zjeść”. Na początku podeszłam do tego zdania sceptycznie, po pewnym czasie jednak przypomniałam sobie chociażby doniesienia o szkodliwości fluoru zawartego w pastach do zębów, rakotwórczych substancjach zawartych w farbach do włosów, odżywkach do paznokci i innych upiększających oraz ułatwiających nam codzienne życie produktach. Przestałam wierzyć w reklamy kosmetyków (nawet dla dzieci) w których powtarza się slogany „dla Twojego dobra”, „Dla pięknego domu”, „Dla komfortowego życia”. Wierzcie mi – oni nie zawsze chcą Waszego dobra:)

Rok temu w moim życiu pojawił się nowy mężczyzna – mój syn Oluś. Dziecko to niekończące się pasmo szczęścia, ale także prania i sprzątania – a co za tym idzie – kontaktu z substancjami chemicznymi. Od roku codziennie przynajmniej dwa razy dziennie mam kontakt z płynem do naczyń, płynami do podłóg, proszkami do prania itp. Nie wierzę, że pozostaje to obojętne dla mojego organizmu. Tak się składa, że większość z nas bagatelizuje fakt, iż nasza skóra absorbuje wszystkie szkodliwe substancje z zewnątrz. Pamiętajmy, iż skóra to także organ! I to największy w naszym ciele! Tymczasem traktujemy ją jak tarczę ochronną. Wiem, wiem… trudno się przestawić. Jeszcze 2 lata temu sama biegałam po sklepach i zachwycona targałam ze sobą w marketów siateczki z cudownymi kosmetykami i środkami, których składu nie potrafiłam odczytać. Dziś staram się po prostu stosować naturalne zamienniki dla produktów chemicznych najczęściej przeze mnie stosowanych. Oto one:

  •  Soda oczyszczona i ocet jabłkowy – te dwa tanie produkty na stałe zagościły
    w mojej łazience jako zamiennik dla detergentów. Używam ich do czyszczenia warzyw i owoców z pestycydów (cały artykuł o tym w oddzielnym wpisie na blogu) oraz jako środek do czyszczenia brudnego zlewu, wanny czy prysznica… Do małego plastikowego kubeczka wsypuję całe opakowanie sody, którą zalewam odrobiną octu tak, aby powstała gęsta papka przypominająca mleczko do czyszczenia. I… gotowe. Nakładasz na gąbkę i szorujesz Tej metody używam na co dzień, sporadycznie pozwalając sobie na używanie mocnych środków chemicznych (w przypadku kamienia itp.) Czytałam, że sporo osób stosuje płukanki z sody oraz octu jako zamienniki dla szamponu i odżywki. Roztwór sody z wodą zmywa z włosów nieczystości, płukanka wody z octem jabłkowym podobno daje zniewalające efekty jako odżywka do włosów. Osobiście nie próbowałam.
  • Indyjskie orzechy piorące – „że coooooo?!” pomyśli większość czytelników. Tak, istnieje sposób prania orzechami. Ich nazwa brzmi „Sapindus Mucorossi”. Orzechy te w trakcie prania wydzielają substancje o nazwie „saponiny”, które tworzą aktywną, piorąco-myjącą pianę. I o dziwo działają:) Wystarczy 5 łupinek z orzeszków w woreczku szmacianym wrzuconych do pralki wraz z praniem i po godzinie wyciągamy czyściutkie, miękkie pranie. 5 takich orzeszków wystarcza na 3 prania. Ta opcja z pewnością nie zachwyci amatorów zapaszku proszku do prania oraz innych płynów do płukania. Mnie jednak zachwyca. Orzechy te są bowiem (w moim mniemaniu) dosyć tanie. W Internecie można je dostać w pakiecie z woreczkami. Z orzechów tych można zrobić wywar, który jest zamiennikiem dosłownie dla caaaaałej chemii. Dostępne są również gotowe koncentraty z orzechów: do mycia szyb, naczyń, podłóg…
  • Olej kokosowy – tym razem o kosmetyce. Olej kokosowy stosuję jako zamiennik dla pasty do zębów. Na dwie łyżki oleju kokosowego przypada w mojej paście pół łyżeczki sody oczyszczonej. Oba składniki dokładnie mieszam i zostawiam w niewielkim pojemniczku w miejscu, w którym jeszcze pół roku temu stała moja pasta do zębów. Olej kokosowy posiada właściwości przeciwbakteryjne oraz przeciwgrzybiczne. Wraz z sodą poradzi sobie z nieczystościami na zębach i przy okazji je wybieli po dłuższym czasie stosowania. Efekt co prawda nie jest piorunujący, ale nie oto mi chodziło. Chciałam mieć zamiennik dla fluoru oraz wszystkich past po których często krwawiły mi dziąsła. Czytałam kiedyś, że fluor w dużych dawkach może spowodować opóźnienie funkcji umysłowych (podobno w trakcie wojny używano go, aby ludzie byli bardziej podatni na manipulację), i –paradoksalnie – może zaszkodzić naszym zębom, a szczególnie zębom naszych pociech. Swego czasu bywały doniesienia o zatruciu fluorem wśród dzieci poddawanych w szkołach fluoryzacji. Cóż… pozostanę przy oleju kokosowym:)

Poza tym… przestałam malować paznokcie – zdarza się to jedynie na wyjątkowe okazje. Nie farbuję również włosów. Szampon do włosów wybieram bez parabenów, sylikonów itp… Nie używam także perfum ani antyperspirantu. Mam jedną słabość – kosmetyki do makijażu twarzy. Te również staram się wybierać świadomie. Na co dzień wystarcza mi zwykłe mydło. I –uwierz – nie czuję, że dbam o siebie mniej niż kiedyś. Wręcz przeciwnie, dopiero teraz czuję dbałość o siebie i własne zdrowie. Wniosek? Niestety nasza próżność może być drogą do wielu chorób…

szwiz-300x176

Udostępnij wpis