Inspiracje

Nie jestem workiem na Twoje frustracje…

Ten wpis jest swoistym manifestem, przygotowałam go zupełnie spontanicznie w oparciu o pewne wnioski wynikające z codziennych sytuacji.

Na wstępie chciałabym rozwinąć moje sformułowanie „drugi człowiek jako worek na frustracje… Oznacza to w praktyce przerzucanie na inne osoby swojego balastu (problemów, smutków, negatywnych emocji) bez uprzedniego zapytania, czy druga osoba ma na to ochotę. Czy zastanawiałeś się kiedyś jaki balast zostawiasz drugiemu człowiekowi, obciążając go swoim problemem?

Na wstępie jednak biję się w pierś i ze skruchą przyznaję, że sama często łapię się na obarczaniu innych swoimi problemami lub negatywnymi zachowaniami wynikającymi z moich „humorów. W pełni zatem widzę moją hipokryzję i utożsamiam się z tekstem zespołu Coma „chciałem zreperować świat, a oto widzę, że sam jestem jednym z tych cholernych drani i świń„… Niestety, jestem tym draniem i świnią, nie uwłaczając świniom oczywiście 🙂

Dodatkowo na wstępie pragnę zaznaczyć, że ten wpis (co zabawne) również jest pełen moich własnych frustracji, zatem jeśli nie masz ochoty uczestniczyć w moim narzekaniu, zakończ czytanie już teraz i uwierz mi, że uszanuję Twoją decyzję 🙂

depresja, smutek

Ty egoistko! Takie określenie usłyszałam, gdy nie miałam ochoty słuchać o problemach drugiej strony, gdy sama ledwo uginałam się pod ciężarem własnych problemów. Pytanie podstawowe brzmi: jak wielką dozą egoizmu charakteryzuje się osoba, która bez uprzedzenia zalewa mnie narzekaniem?

Jestem jak najbardziej otwarta na wysłuchanie Ciebie oraz pomoc, jednak kolejnym razem bardzo Cię proszę: zbadaj, czy grunt, w który chcesz włożyć chwasty swojego narzekania, jest na tyle silny, że sobie poradzi z ich przyjęciem. Może bowiem okazać się, że trafiasz na grunt, który sam jest na tyle jałowy i przeciążony ilością własnych chwastów, że Twoje najzwyczajniej w świecie go przerosną. Zatem pierwsza rzecz: szacunek! Szacunek objawia się dla mnie szacowaniem, czy druga strona ma ochotę współuczestniczyć w moich problemach i przyjąć je na swoje barki. Jeśli nie, to przyjmuję to i akceptuję. Wbrew pozorom jest to gigantyczny balast dla odbiorcy.

Jeśli borykasz się z dużymi problemami i potrzebujesz pomocy, najlepiej porozmawiaj ze specjalistą lub po prostu zapytaj przyjaciela, czy ma ochotę pogadać o danej sprawie… Ja ewentualnie czasem praktykuję inną, mało inwazyjną dla otoczenia metodę: przelewam frustracje na papier. Nikt nie jest bowiem zobligowany do tego, aby nosić Twój ciężar.

Taka postawa nie oznacza dla mnie odwrócenia się od problemów innych ludzi. Ostatnio, gdy w trakcie rozmowy z jednym znajomym użyłam określenia, że ostatecznie w życiu mogą dziać różne przykre rzeczy jednak ostatecznie to my sami jesteśmy ODPOWIEDZIALNI za swoje reakcje. Usłyszałam, że moje rozumowanie jest błędne, ponieważ zrzuca ono winę z otoczenia. Wychodzę jednak z założenia nieco innego, które pozwolę sobie zwieńczyć cytatem „Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono” (Jean Paul Sartre).


Dodatkowo w tej całej odpowiedzialności za siebie mieści się także inna postawa „nie krzywdzę drugiego człowieka i dostrzegam go, jego potrzeby oraz pomagam mu, jednocześnie pamiętając jednak o własnym komforcie. Są bowiem osoby, które zalewają otoczenie swoim balastem w postaci zgorzknienia, narzekania, agresji oraz smutku, jednocześnie nie chcąc z tym nic robić… Permanentnie tkwią w roli ofiary lub oprawcy. Zrzucają całą winę na okoliczności, nie dostrzegając, że to w nich samych często tkwi klucz do wyjścia z sytuacji. Próby pomocy takim osobom często kończą się fiaskiem, ponieważ często łatwiej jest narzekać niż podjąć walkę o zmianę, gdyż ona wymaga wysiłku

agresja wobec dziecka, frustracja

Pół biedy, jeśli odreagowanie własnych frustracji  odbywa się  poprzez narzekanie, najgorszą formą  odreagowania jest jednak agresja będąca wynikiem doznanej krzywdy. Najgorszą jej formę stanowi odreagowywanie rodziców na własnych dzieciach, jednak jest to temat na oddzielny wpis…

Udostępnij wpis